Co dobre, co złe i słońce: Rok w Hiszpanii

Minął rok, odkąd przeprowadziliśmy się z Wielkiej Brytanii do Hiszpanii. Pomyślałem, że warto byłoby podsumować to, co było dobre, a co niekoniecznie, oraz zastanowić się, czy jesteśmy szczęśliwi i czy czegokolwiek żałujemy. 

Jesteśmy obecnie w Wielkiej Brytanii, gdzie odwiedzamy rodzinę i przyjaciół. To nasz pierwszy pobyt tutaj, odkąd przeprowadziliśmy się w zeszłym roku. Dziewczynki odwiedziły swoją dawną szkołę i chcą ponownie zobaczyć wszystkie miejsca, które dobrze znają. Pogoda okazała się niespodzianką. Wszyscy mówią nam, że to jedno z najładniejszych lat w Wielkiej Brytanii od wielu lat – jest ciepło i bardzo słonecznie. Spakowaliśmy więc wszystkie letnie ubrania z Hiszpanii, a tymczasem… marzniemy. To zaskakujące, jak szybko człowiek przyzwyczaja się do ciągłego upału, nawet w nocy. Jednak w Wielkiej Brytanii, nawet jeśli dzień jest gorący, wieczory i noce z pewnością takie nie są. 

Życie płynie wolniej, jeśli się nim cieszysz.

W sobotę nocowaliśmy u znajomych i moja koleżanka zapytała, czy też mam wrażenie, że miniony rok ciągnął się niemiłosiernie – wolniej niż wtedy, gdy mieszkaliśmy w Wielkiej Brytanii. Z zaskoczeniem musiałam przyznać, że faktycznie był to długi rok. Wyjaśniła mi, że kiedy znajdujemy się w nowych okolicznościach i nasz mózg musi wyjść poza utarte schematy, czas płynie inaczej. Gdy się nad tym głębiej zastanowiłam, wydało mi się to bardzo logiczne. Kiedy pracuje się w stałych godzinach (od 9:00 do 17:00), a po powrocie do domu wykonuje rutynowe obowiązki, można dosłownie „wyłączyć myślenie” i działać automatycznie. Nagle wrzesień ustępuje miejsca Bożemu Narodzeniu, potem przychodzi Wielkanoc, a zaraz po niej znów lato. Człowiek nawet nie wie, kiedy ten czas uciekł. Zapytana o to, nie potrafiłabym nawet wskazać niczego szczególnego, co wyróżniałoby ten rok. 

Wyzwania codziennego życia

For us the last year was so different in so many ways. First of all we had to discover the area where we are living. Finding the best way to walk or drive to school, researching where everything is: shops, local services, the doctors, the church, the town hall – all places for your physical and psychological needs. Then we had to sort out all the residency permits, healthcare, exchange driving licence – deal with all the bureaucracy, learn the processes and Spanish systems. I didn’t realize until we moved to Spain how comfortable life is if you know how the healthcare works, how the taxes and pensions work, where to go or who to call if you need something done. I don’t think this is something that people focus their attention on when they plan their relocation. It is already so much to think about like finding the accommodation, schools, sorting out the NIE, bank accounts and then the packing and transport and you power through all of this with the vision of sun, beach and sangria. Then real life starts and suddenly you find yourself in an environment that you are unfamiliar with and don’t know how anything works.

Kolejnym wyzwaniem jest nauka nowego języka. Nawet pomijając wspomniane wcześniej czynniki, samo opanowanie umiejętności posługiwania się językiem obcym stanowi doskonały trening dla mózgu. Mieliśmy kilka powodów, by zdecydować się na naukę hiszpańskiego. Po pierwsze, uważamy, że jest to niezbędne, jeśli chce się w pełni chłonąć kulturę i stać się częścią lokalnej społeczności. Nie planujemy w najbliższym czasie opuszczać Hiszpanii, więc bardzo zależy nam na nawiązaniu przyjaźni z Hiszpanami. Warto jednak dodać, że zdążyliśmy już zaprzyjaźnić się z kilkoma osobami z tego kraju; choć są one przemiłe i wykazują się dużą cierpliwością wobec naszych ograniczonych umiejętności językowych, bariera komunikacyjna wciąż istnieje. Czytałam w mediach społecznościowych opinie, jakoby Hiszpanie niełatwo się otwierali i woleli spędzać czas w gronie zaufanej rodziny oraz dawnych przyjaciół. Nie do końca się z tym zgadzamy. Wszyscy miejscowi, których poznaliśmy, byli niezwykle życzliwi – niektórzy oferowali nam nawet naukę języka, a także zapraszali nas do swoich domów i na imprezy. Po drugie, bez znajomości choćby podstaw hiszpańskiego załatwienie jakiejkolwiek sprawy może być bardzo trudne. Hiszpanie często nie znają angielskiego lub nie chcą się nim posługiwać, więc w takich miejscach jak komisariat policji, urząd miasta (*ayuntamiento*), bank czy wydział komunikacji musieliśmy porozumiewać się po hiszpańsku. 

Zalety

Do wspaniałych doświadczeń z pewnością należy odkrywanie uroków regionu, w którym mieszkamy. Wybieraliśmy się na weekendowe wycieczki do pobliskich zamków, wędrowaliśmy po górach, odkrywaliśmy ukryte miejsca do kąpieli i korzystaliśmy z gorących źródeł. Zimą zabieraliśmy dzieci na sanki w góry, podczas gdy w Walencji temperatura sięgała 16 stopni. Zaletą tej lokalizacji jest to, że wszędzie można dojechać w ciągu godziny lub półtorej, dzięki czemu w ten sam weekend można cieszyć się zarówno plażą, jak i śniegiem. 

Kolejną zaletą mieszkania w Hiszpanii jest to, że zdecydowanie więcej czasu spędzamy na świeżym powietrzu. Wynika to nie tylko z pogody, ale także z dostępności światła dziennego. Kiedy dzieci kończą szkołę o 16:40, słońce wciąż jest wysoko, więc mogą bawić się na placach zabaw lub uprawiać sport. Z kolei w Wielkiej Brytanii czy w Polsce zimą dni są tak krótkie, że zazwyczaj zaczyna się pracę, gdy jest jeszcze ciemno, i jest już ciemno, gdy się ją kończy. Zauważyliśmy też, że dzieci mają więcej energii i chętniej bawią się na zewnątrz, zamiast po prostu siedzieć przed telewizorem czy tabletem. 

Wady

The bad experiences certainly include getting the car which I have already written a post about. The other thing is obviously the Spanish bureaucracy and sorting out our documents, especially our daughters’ NIE numbers but I will write about it in a separate post. Unfortunately, even if most of the documents can be applied for online (NIE is not one of them), the systems do not work well and we have spent many days filling in the forms a few times until we got stuck somewhere and we didn’t know how to proceed. I will also make separate posts on changing the driving licence and adding beneficiaries to the Seguridad Social (Spanish social security system which is similar to British National Insurance) as we have experienced a lot of problems trying to get them sorted. 

Werdykt

Podsumowując – jakie mamy odczucia po minionym roku? I co najważniejsze: czy żałujemy przeprowadzki do Hiszpanii? Ostatni rok był naprawdę interesujący; z pewnością przeżyliśmy go inaczej niż wtedy, gdy mieszkaliśmy w Wielkiej Brytanii. Przyznaję, że częściowo wynika to z faktu, iż tak naprawdę nie pracowaliśmy – poza tym, że zakładałam własną firmę – więc mieliśmy więcej czasu na samorozwój i przemyślenie naszych planów zawodowych na przyszłość. Dzieci wydają się szczęśliwsze i pełne energii; świetnie odnalazły się w nowych wyzwaniach, zwłaszcza w nauce języków. Zaczęłam chodzić na siłownię, co nie tylko korzystnie wpływa na moje zdrowie i samopoczucie, ale pozwoliło mi też nawiązać wiele znajomości. Słońce znacząco poprawia nastrój, a my każdego dnia budzimy się z przypływem adrenaliny, podekscytowani nowymi perspektywami, spotkaniami czy prostymi przyjemnościami, jakie oferuje życie w Hiszpanii. Odpowiedź brzmi więc: nie, nie żałujemy przeprowadzki, ponieważ nasze życie zmieniło się dokładnie tak, jak na to liczyliśmy. Wciąż mamy pewne nierozwiązane sprawy, z którymi musimy się zmierzyć, ale jesteśmy bogatsi o zdobyte doświadczenia i – podobnie jak Hiszpanie – uważamy, że zawsze jest mañana.